II Festyn Parafialny

Szczegóły

Kiedy nadchodzi wrzesień  wszyscy w naszej parafii wiedzą, co to oznacza.  Wszyscy czekają na święto naszej parafii - uroczystość odpustową. Sprawy ducha  to te najważniejsze, ale wszyscy także wiedzą,   że w ten dzień wszyscy będziemy doskonale bawić się.
Wiedzą o tym dzieci - bo dużo wcześniej przygotowują się do konkursów i zabaw. Wiedzą o tym Panie - bo szykują domowe wypieki. Wiedzą i Panowie - trzeba przyciąć trawę wokół kościoła i zamieść chodniki wokół. Wszystko w teorii musi być dopięte na ostatni guzik. Okazuje się, że trochę
chaosu też nie zaszkodzi,   gdy nagle przypominamy sobie: "przecież jeszcze nie zrobiliśmy paru ważnych rzeczy!". Dlatego w tym roku prócz przygotowania duchowego i modlitwy przed odpustem towarzyszyła nam jak zwykle spora dawka adrenaliny.
Wyobraźcie sobie ile było zdrowego śmiechu i przekomarzania się " ja też, ja też!" -  gdy 20 osób jednocześnie chciało przetestować nową maszynę do popcornu. Wygranymi w tej batalii były dziewczyny ze scholki, które jako króliki doświadczalne miały okazję spałaszować sporą ilość wyprażonej kukurydzy.

Ranek 12 września 2010 roku powitał nas przepiękną słoneczną pogodą i optymizmem, który nie opuścił nas do końca imprezy. Zadanie z tym roku mieliśmy ułatwione, bo dzięki firmie Ecodynamic już w czwartek przed festynem stanęły namioty i potężna scena, na której miały niebawem wystąpić nasze festynowe gwiazdy.  Gorączkowe przygotowania na stoiskach przerwał na chwilkę przyjazd dwóch samochodów do badań diagnostycznych: mammobusu oraz ambulatorium do badania słuchu. Trzeba było umiejscowić ich i poczęstować kawą, przecież pora było bardzo wczesna. Jeszcze tylko ostatnie przygotowania do loterii, podpalenie palenisk pod grochówką, bigosem i kiełbaskami i można było zacząć.

Rozpoczęliśmy Mszą Świętą koncelebrowaną przez Księdza Biskupa Andrzeja Siemieniewskiego oraz zaproszonych księży.  Natychmiast po Mszy dorośli rozbiegli się po festynowych kramikach a dzieci z impetem wpadły do strefy zabaw i konkursów.

No i zaczęło się… Już od samego początku - aby nie tracić czasu i nie przegapić wspaniałej pogody - dzieciaki zostały wciągnięte w wir gier i zabaw przygotowanych przez Szkołę Językową YES't . Czego tu nie było: konkursy sprawnościowe, rysunkowe, malowanie kredą, układanie kompozycji z "byle czego", konkursy językowe i mnóstwo innych. Każdy uczestnik konkursu mógł się spodziewać "deszczu" nagród.  Pamiętacie jak było w tamtym roku? Nikt nie wyszedł ze strefy zabaw z pustymi rękami, nikt! Tak było także i tym roku: nawet przegrani nie odchodzili z kwitkiem, ale z buzią umorusaną pączkiem, kieszeniami wypchanymi cukierkami czy chrupkami. Na każde dziecko czekały nagrody pocieszajki, a na zwycięzców niebanalne i cenne nagrody.  Dzieci wzięły także udział w konkursie plastycznym pt. " Moja parafia" - a nagrody ( aparaty fotograficzne, zabawki i multimedia) miały zbyć przyznane w końcowej fazie festynu. W jury zasiadł sam Ksiądz Biskup.
Gdy jakieś dziecko zmęczyło się rozwiązywaniem łamigłówek  tuż przy stoisku Banku SGB czekał na nie bajkowy świat klaunów, baloników oraz wróżek malujących farbkami buziaki. Chłopcy w tym roku chętnie przeistaczali się w tygryski, piratów  i (ponownie) spidermenów. Wśród dziewczynek szeptano, że w tym sezonie księżniczki to przeżytek, więc malowano głownie motyle i biedronki oraz najmodniejsze motywy kwiatowe.
Gdy nasze pociechy bawiły się w najlepsze,   rodzice i dziadkowie dbali o strawę dla ciała. Przy ogromnej gar kuchni polowej szybciutko ustawiła się gigantyczna kolejka  żądna nowych wrażeń kulinarnych. Na pierwsze danie podawano solidne porcje bigosu ( na życzenie z wkładką) i grochóweczki. Tuż obok zachęcająco skwierczała na ogniu kaszanka i kiełbaski.  Jeśli ktoś zrobił ten błąd i przyszedł na festyn po obiedzie, można było "wrzucić coś na ząb": pajdę chleba z domowym smalcem i masełkiem czosnkowym, okraszoną kiszonymi ogórkami i pomidorami. Place lizać!  Na deser obowiązkowo owiane już legendą CIASTO domowe, które upiekły parafianki. Tu kolejka była jak zwykle najdłuższa - aż do samego zmierzchu. Spragnieni mogli wybrać w zimnych i gorących napojach.  A pić się chciało i to bardzo! Słońce paliło przecież mocno a i emocje dały się we znak   - bo oto na scenie lada moment miały pojawić się GWIAZDY!  Ale, zaraz, zaraz  - najpierw jakieś zamieszanie i  na scenie i zaroiło nam się od groźnie wyglądających karateków. Okazało się, że odwiedziła nas dwukrotna mistrzyni świata Pani Agnieszka Sypień ze swoimi podopiecznymi. Bardzo groźnie wyglądali, ale po chwili stało się jasne, że przyszli tu w pokojowych zamiarach i niejednego łobuza mogliby przegonić - gdyby zaistniała taka potrzeba.

Spacerkiem po wszystkich stoiskach festynowych i stanowiskach sponsorów przechadzały się tłumy parafian, zaproszeni goście a także Ksiądz Biskup, który chwilkę przed spacerem wykonał znakomitą robotę - wybrał najlepsze konkursowe prace plastyczne naszych dzieciaków. Ale o tym sza! Zwycięzców poznamy na końcu festynu, rozdamy wtedy także i nagrody. Póki, co na naszej festynowej łące biegało nieźle stadko umorusanych po pachy dzieciaków. "Umorusanie" wygląda jak czekolada, ale tak naprawdę była to glina - czyli efekt  pracy na stosikach garncarskich. Miłe Panie i miły Pan prowadzili zajęcia w trakcie, których można ulepić dla mamy kubek, a dla siostry glinianego ptaszka.
Nieco zamieszania wywołaliśmy wiadomością, że można odbyć prawdziwą offroadową wyprawę, prawdziwymi terenowymi samochodami , które brały udział w Rajdzie Wrocław - Drezno. Kolejkę - tych małych i tych nieco większych chłopców -  żądnych podniesienia poziomu adrenaliny, uzupełniała całkiem spora grupa dzielnych dziewczynek, które ostro piszczały, gdy samochody podskakiwały na każdym wertepie. Zaręczamy, że nikt w parafialnych rajdach firmy Rayo4x4 nie ucierpiał, poza jednym przerażonym królikiem, który uciekł spod kół w popłochu.

Te z Pań , które pragnęły odnaleźć się we własnej kuchni jak w kuchni marzeń mogły podziwiać jak łatwo i przyjemnie można przygotować posiłek z naczyniami TupperWare. Także i na tym stoisku losowano nagrody i rozdawano niespodzianki. Jak pielęgnować kanapowca i dachowca można było dowiedzieć się na stoisku Kliniki Weterynaryjnej z ulicy Badury.
Ledwie ochłonęliśmy po pierwszych mocnych wrażeniach, gdy ze sceny popłynęła znana wszystkim w Polsce piosenka " rycerzy trzech Ketling, Wołodyjowski, Zagłoba...hajda na koń..hajda na koń! Wszystkim nam się Kasieńka podoba". Gorącymi brawami przywitaliśmy kabaret Elita, czyli Panów Jerzego Skoczylasa, Leszka Niedzielskiego i Stanisława Szelca. Czy wyobrażacie sobie bitą godzinę wspaniałego humoru płynącego ze sceny? A godzinę salw śmiechu i gromkich braw pod sceną? Oj działo się! Panowie doskonale rozbawili publiczność i ta nie chciała ich oczywiście wypuścić ze sceny. Usłyszeliśmy  kwintesencję kabaretowego humoru, na najwyższym poziomie. Takiej dawki pozytywnych emocji dawno u nas w parafii nie było. Panowie dali z siebie wszystko, za co pięknie podziękowaliśmy im brawami i prośbami o autografy!

Cały czas trwały badania mammograficzne i badania słuchu. Cieszyły się one ogromnym zainteresowaniem a to duży sukces - bo to oznacza, że dbamy o własne zdrowie.

Po występie Elity chwilka oddechu  przy małej czarnej i serniku. W tym samym czasie dzieciaki hurtem wisiały na samochodzie strażackim, przymierzały hełmy i próbowały gasić wyimaginowany ogień. Po pokazach strażackich przyszedł także i czas na zajęcia z dzielnymi Strażnikami Miejskimi, którzy przygotowali dla najmłodszych pogadanki o bezpieczeństwie i konkursy z nagrodami. Dopełnieniem dziecięcych zabaw był ogromny namiot multimedialny, w którym zmęczone dzieciaki mogły spokojnie podjeść chrupki i pooglądać przygody rozbójnika Rumcajsa. Podczas festynu organizatorzy tradycyjnie zadbali o bezpieczeństwo dzieci. Wszędzie tam gdzie trwały konkursy, a także w namiocie multimedialnym dzieciaki miały należytą opiekę. Pilnowały je dzielne Panie Strażniczki, Lektorki  a także harcerze - za co pięknie dziękujemy.

W tym samym czasie po drugiej stronie festynowego terenu trwała gorączka zakupów losów loterii fantowej. Oczywiście każdy los wygrywał nagrodę pocieszajkę, ale na koniec dnia miało odbyć się wielkie losowanie nagród: rowera górskiego, sprzętu AG, kursów językowych, karnetów na siłownię, kominka elektrycznego i wielu innych cennych nagród. W tym roku znowu pobiliście Państwo rekord: sprzedano ponad 800 losów loteryjnych! W kolejce słyszało się głosy, że fanty są tak naprawdę nieważne - ważny jest cel, na jaki zbierane są pieniądze. W tym roku chcemy odremontować świetlicę parafialną, urządzić zaplecze socjalno-kuchenne i zaprosić tam każde dziecko, seniora na zajęcia integracyjne i herbatę z kruchymi ciasteczkami.

Oj długo to my nie odpoczęliśmy po Elicie. Zaledwie zdążyliśmy obejrzeć wystawę prac zgłoszonych do konkursu malarskiego, zwiedzić wystawę "Wrocław Poznany" oraz piękne rękodzieła przygotowane przez Warsztaty terapii Zajęciowej im. Brata Alberta a tu jak nie popłynie muzyka!!! I to jaka! I to jak głośno! To grupa 40i30na70 czyli popularne Osiołki i ich zaangażowane teksty i rewelacyjna skoczna muzyka. Co się działo proszę Państwa! Ci, co siedzieli - wstali. Ci, co stali zaczęli bujać się, ale pierwsze rzędy przeszły same siebie. Pod sceną oto odtańczono szalone tańce, śpiewano i klaskano. Zauważono złożone taneczne kroki, a także popularne wśród młodzieży pogo. No, bo w końcu przyszliśmy na prawdziwy koncert.  Półtorej godziny rewelacyjnej zabawy! Plus bisy! Wyczerpani, ale szczęśliwie biesiadnicy zasiedli ponownie do stołów, zjedzono solidną kolację i rzutem na taśmę kupiono ostatnie loteryjne losy.

Gdy już skończyła się kawa, o puste dno zaskrobano chochelką, a ciasto powędrowało do naszych brzuszków (lub ewentualnie na nasze stoły w domach do wieczornej kawki) zaczęliśmy przygotowywać się do zakończenia loterii. Co prawda zrobiło się nieco szarawo i komary cięły jak oszalałe, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Najpierw rozdano wszystkie nagrody w konkurach  dziecięcych przygotowanych w strefie zabaw i przez Straż Miejską. Później ogłoszono zwycięzców w konkursie plastycznym. I kto wygrał zapytacie? Wszyscy wygrali! Każde dziecko otrzymało super nagrodę za wykonaną pracę plastyczną, a dwa rysunki wybrane przez Księdza Biskupa otrzymały wyróżnienia w postaci aparatu cyfrowego. Czy wiecie ile wiosen liczył sobie najmłodszy uczestnik konkursu? No? Niecałe 3 latka miała mała Zosia, która za swoją pracę dostała "prawdziwego" bujanego konia! I to nietypowego, bajkowego - bo zielonego!

I w końcu losowanie! Przy wyczytywaniu kolejnych wylosowanych numerków każdy z nadzieją spoglądał na własny kuponik. Nagrody były naprawdę wspaniałe, ale wygrywają tylko szczęśliwcy. To nic, za rok znowu przecież będzie można wygrać.  A teraz zostajemy ze wspaniałymi wspomnieniami dobrej zabawy, miłej atmosfery, uścisku ręki sąsiada i strasznego tygrysa Karola, który chciał pożreć różową księżniczkę Anielkę tuż przy kotle z bigosem. Jeszcze tylko wieczorne sprzątanie, gitarowo-wokalny recital i Msza święta o 21 i dzień się skończył.
Już czekamy na następny.

Do zobaczenia za rok. I dziękujemy wszystkim z całego serca.
Artystom za to, że wystąpili dla Państwa charytatywnie i wsparli nasz cel.
Sponsorom za pomoc i fundusze pozwalające pokryć koszta organizacji.
Szczęść Boże wszystkim tym, którzy pomogli w organizacji festynu.
Wszystkim Państwu za wsparcie, dobre słowo, uśmiech i dobrą zabawę.

Bóg zapłać.

   

PORZĄDEK NABOŻEŃSTW  

Msza Św.

niedziele

800 930 1100 1230 1800

dni powszednie

900 1800


Spowiedź św:

Pół godziny przed mszą św.

   

O PARAFII  

   

KANCELARIA  

czynna codziennie po Mszy św. wieczornej

Strachocin
ul.Tatarakowa 1
51-511 Wrocław

71/346-68-02
605-345-897

   

Polecamy  

2 ryby

Lectio na telefon  Lectio

 Divina

 na

 telefon